Polskie zabawki – wywiad z Natką Luniak, twórczynią Kalimby

Polskie zabawki na nowo – początki Kalimby

Małe Sowy: Początki Kalimby. Jak zaczęła się Wasza historia?
Kalimba: Początki Kalimby. No… To było dawno, bardzo dawno temu. Kalimba powstała w 2004 roku. Czyli w czerwcu będzie obchodzić 14. urodziny.

Studia.

Pierwsze zabawki robiłam dla mojej starszej córki Heleny. Wtedy byłam jeszcze na studiach i łączyłam macierzyństwo z nauką, a robiąc zabawki zaliczałam sztukę użytkową. Mój profesor od tego przedmiotu zainspirował mnie i namówił „abym koniecznie gdzieś się udała z tymi zabawkami, żeby je sprzedawać bo są bardzo fajne, że nie ma tak naprawdę wyjątkowych polskich zabawek…”

Pierwsze zamówienia.

Za jego namową wybrałam się do sklepu na Burakowskiej, który nazywał się Red Onion. Zaproponowałam tam swoje zabawki jednak osoby z obsługi były bardzo oporne aby przekazać informację szefowej. Jakimś cudem udało mi się przekonać Panie aby zatrzymały zabawki i pokazały właścicielce.
Kiedy szefowa je zobaczyłam od razu do mnie zadzwoniła i powiedziała, że „chce je natychmiast!”. To było tuż przed świętami. Sklep nie miał żadnej oferty dla dzieci, więc na szybko szyłam zabawki, bo nie miałam większych zapasów. W ciągu dwóch tygodni sprzedało się wszystko! A chwilę po tym postanowiłam, że zakładam firmę.

Luka na rynku.

Otworzyłam mały showroom na ul. Mierosławskiego w domu moich rodziców, przy kameralnej uliczce na Żoliborzu. Zaczęłam również sprzedawać zabawki do innych sklepów, głównie księgarni bo tam trafia ciekawszy klient. Czyli ludzie, którzy szukają czegoś więcej nie tylko plastikowych laleczek. W dwa lata później założyłam mini kawiarnię na Żoliborzu.

Rozwijało się to przez kolejne 7 lat. Do jednego małego lokalu dokleiłam dwa kolejne, więc miejsca zrobiło się całkiem dużo. Ostatecznie powstała kawiarnia ze sklepem z zabawkami i całym repertuarem zajęć dla dzieci. To była pierwsza kawiarnia dla dzieci w Polsce. Teraz jest tego multum.

Czas na zmiany.

Po pewnym czasie miałam jednak już dosyć. Bo prowadzenie kawiarni to praca 362 dni w roku, a dodatkowo okazało się, że organizując zajęcia dla cudzych dzieci nie mam czasu dla własnych. Postanowiłam sprzedać sklepo-kawiarnię i z powrotem skupiłam się na marce Kalimba i projektowaniu zabawek. Od roku prowadzę showroom na Cegłowskiej 32 (Warszawa – Bielany), gdzie można przyjść, oglądnąć i kupić zabawki w sercu Kalimby.

M.S.:Poza tym, że jesteś kreatywną projektantką to jesteś również prekursorką nurtu tworzenia w przestrzeni publicznej miejsca przystosowanego do potrzeb dzieci.
K.: Myślę, że można tak powiedzieć. Wiele osób, które później otwierało takie miejsca dzwoniło do mnie i pytało o rady. Ludzie przychodzili oglądać aby wzorować się na tym co stworzyłam.

M.S.: A czy w międzyczasie szyłaś również zabawki?
K.: Nie. Ja szyłam tylko te dla moich dzieci i dzieci znajomych. Umiem szyć na maszynie, ale nie jestem profesjonalną szwaczką. To musi być zrobione tak, aby jakość była w stu procentach dobra a nie, że zaraz coś się spruje… Ja projektuję i koordynuję proces produkcji. Natomiast resztę wykonują osoby, które się na tym znają. Gry robią drukarnie. Maskotki szyją szwaczki.

Polskie zabawki powstają z tradycji

M.S.: Jesteśmy u Ciebie w domu. To dość niezwykłe miejsce. Czy w Waszej rodzinie jest tradycja artystyczna?
K.: Zdecydowanie tak. Moja babcia jest malarką. Wychowałam się w domu, w którym była galeria sztuki. Z jednej strony był dom mojej babci z drugiej dom moich rodziców, a pośrodku galeria. To była pierwsza prywatna Galeria w Polsce, która powstawała w latach osiemdziesiątych. Dorastałam w atmosferze comiesięcznych wernisaży. Dodatkowo bardzo dużo czasu spędzałam z moją babcią w pracowni. Rysowałam z nią i byłam recenzentem jej obrazów.

M.S.: To Twoja ukochana Babcia?
K.: Tak. Co prawda nie jest to łatwa osoba, jak każdy prawdziwy artysta. Ale babcią była cudowną. Dała mi wiele inspiracji i moc wiary w siebie. Zawsze bardzo poważnie traktowała to co robię. Wiem, że mogę robić to czego chcę – to wielka zasługa mojej Babci.

M.S.: Czy mogłabyś opowiedzieć coś więcej o tych niezwykłych lampach, które zdobią Wasz dom? Jedna jest w kuchni nad stołem. Inne w salonie i przedpokoju. A każda z nich jest oryginalna (zaryzykuję) na skalę światową.
K.: Lampy są autorstwa mojego Taty. Był On wszechstronnie uzdolnionym człowiekiem i robił wiele niezwykłych rzeczy. Jego pomoc w tworzeniu Kalimby jest nieopisana. Zawsze gdy miałam jakiś pomysł to wystarczyło pójść do Taty, a on znajdował odpowiedź „jak” to zrobić. Jego oczkiem w głowie były właśnie te lampy, które jak zauważyłaś dają dość charakterystyczne światło. To nie są lampy, które mają coś oświetlić. One nadają atmosferę i energię wnętrzu. Wiele z nich jest u mnie w domu ponieważ mój tata niewyobrażalnie kochał swoje wnuki, czyli moje córki. I dziewczyny dostawały lampy przy każdej okazji.

Z pokolenia na pokolenie.

M.S.: Dziewczyny też odziedziczyły talent artystyczny i zamiłowanie do sztuki?
K.: Helena (starsza córka) jest teraz w liceum plastycznym (jej ilustracje można oglądnąć na www.instagram.com/h.e.e.l.lart). Poza tym dziewczyny mają swój udział w Kalimbie. Część projektów jest właśnie ich autorstwa. Plus, zawsze są pierwszymi recenzentami moich projektów. Kiedy wymyślam i rysuję, dziewczyny dają mi pierwsze wskazówki, porady, sugerują jakieś zmiany. Podpowiadają mi jak coś ulepszyć czy poprawić. U nas w domu zawsze było dużo „pracy własnymi rękoma”, więc siłą rzeczy wychowały się w klimacie gdzie non-stop coś się rysuje, wycina, klei, maluje i buduje. Oczywiście nie tylko ze mną, ale i z dziadkiem dziewczyny spędzały mnóstwo kreatywnego czasu.

Pasja.

Pasją Heleny jest film animowany. Robi animacje lalkowe. Czyli najpierw wykonuje wszystkie rekwizyty i postacie a następnie fotografuje je poklatkowo i robi z tego film. W tym roku film Heleny zdobył Grand Prix na warsztatach animacji Legnickiej Akademii Filmowe link do filmu https://www.youtube.com/watch?v=Bj-3BK8nLNUhttps://www.youtube.com/watch?v=Bj-3BK8nLNU )

Natomiast Frania rysuje na potęgę! Obie robią niezwykłe rzeczy. A ja wklejam ich rysunki do tak zwanych “wklejatników” – do ich tworzenia zainspirowała mnie moja babcia.

Gdy byłam mała, Babcia pisała dzienniki. Potem wycinała i wklejała do nich moje rysunki jako ilustracje. W pewnym momencie ja też zaczęłam w ten sposób kolekcjonować rysunki moich dziewczyn.
Mogę Ci pokzać…
…Nie są co prawda poukładane chronologicznie…
…Obecnie dziewczyny same tworzą swoje dzienniki artystyczne.

Organizacja.

M.S.: Kiedy znajdujesz czas na prowadzenie wklejatników?
K.: Oglądając filmy.
M.S.: Czyli po nocach?
K.: To zależy. Bo czasem oglądamy jakiś film razem – takie nasze filmowe dni. Co prawda nie jest łatwo znaleźć film, który nas wszystkie usatysfakcjonuje przy takiej różnicy wieku (śmiech) (Hela ma 16 lat, a Frania 9)

Gdzie można kupić zabawki Kalimba.

M.S.: Powiedz proszę gdzie aktualnie można kupić Twoje zabawki poza showroomem na Cegłowskiej oczywiście.
K.: Przede wszystkim na stronie internetowej, która działa od 14
lat a jej nowa odsłona funkcjonuje od października 2017 r. www.kalimba.pl
Dodatkowo sprzedaję w różnych księgarniach i sklepo-kawiarniach w Polsce. W większości księgarni i sklepów przy-muzealnych. Sprzedaję też za granicą.

M.S.: Projektujesz maskotki, pacynki, gry, magnesy, naklejki itp. Ale to co przykuło moją uwagę to „Notatnik Pożeracza Książek”. Domyślam się, że stworzyłaś go z myślą o Heli i Frani. Czy możesz nam zdradzić jakie książki wpisują do notatnika Twoje córki?
K.: Frania (lat 9) obecnie wypełnia swój notatnik, bo stała się dziką i zagorzałą czytelniczką. Czyta trzy książki na raz w tempie odrzutowca! W ostatnie 3 miesiące przeczytała trzy części „Harrego Pottera” a są to
książki po 700 stron. Więc w jej notatniku króluje Harry, ale nie tylko. Wpisuje też lektury szkolne. A Hela na pewno wpisywała do swoich notatników „Dziennik cwaniczaka”

M.S.: O! Ja też uwielbiam „Dziennik cwaniaczka” i ogromnie mnie cieszy, że innym dziewczynom też przypadł do gustu.
K.: No pewnie! A zaraz podejrzę na stronie (notatnik Heli pozował nam do zdjęć). O! „Pałac północy”, „FBI i dziewięć kocich żywotów”, „Uciekinierzy Dynastii Miziołków”, „Córka czarownic”, „Wielki powrót”. Hela nie wpisywała tu żadnych lektur – tylko te książki, które lubiła czytać.
Notatnik jest super pomocny dla dzieci, które dość opornie zabierają się za czytanie. Jest takim motywatorem. Dzięki niemu dzieci zaczynają szybciej czytać aby móc już wypełnić rubryczki, pokolorować gwiazdki i wkleić lub narysować portret głównego bohatera. Jest to wspaniała pamiątka z dzieciństwa. Można też wymieniać się opiniami z kolegami czy koleżankami w szkole. Często jest tak, że czyta się książkę, a potem zapomina się albo o czym była, albo nazwisko autora. Notatnik to szybka przypominajka.

M.S.: Zatem „Notatnik Pożeracza Książek” zabieramy dziś ze sobą aby wypełnić go książkami, które czytają Małe Sowy. Dziękuję Ci za przemiłe spotkanie.
K.: Ja też dziękuję i lecę po Franię 🙂

 

 

pochodzenie nazwy marki KALIMBA

„Kalimba to instrument muzyczny o kojącym brzmieniu pochodzący z Afryki. Każdy kto weźmie go do ręki będzie w stanie wydobyć z niego bardzo ładne harmonijne melodie. 

WWW.KALIMBA.PL

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *